Nie pomogli jej bo nie ma nogi!

Pracownicy Miejskiego Schroniska i Noclegowni dla Bezdomnych Kobiet z ul. Gałczyńskiego odmówili przyjęcia na noc 23-letniej niepełnosprawnej Izabeli Woźniak, choć przywieźli ją tam strażnicy miejscy. Dlaczego? Bo kobieta bez nogi to dla tej placówki duży kłopot.

Do noclegowni na Dąbrowie Izabelę Woźniak przywiózł patrol straży miejskiej. Kobieta nie zdążyła na ostatni autobus do Łowicza, gdzie mieszka. fot. Łukasz Kasprzak

- Zabraliśmy tę panią z klatki schodowej kamienicy przy ul. Piotrkowskiej w czwartek wieczorem, gdzie chciała przeczekać do rana, bo uciekł jej ostatni autobus do Łowicza, skąd pochodzi - mówi strażnik miejski Andrzej Stratyński. - Była bez pieniędzy. Nie miał jej kto pomóc. Pojechaliśmy z nią do noclegowni, gdzie miała się przespać. Jednak tam odesłano nas z kwitkiem, tłumacząc, że osób niepełnosprawnych nie przyjmują w ogóle.

Grażyna Kośka, starszy administrator z noclegowni twierdzi, że ośrodek przyjmuje niepełnosprawnych, a w tym wypadku zaszło... nieporozumienie.

- Pracownica, pełniąca dyżur w nocy, myślała, że kobieta jest bez wózka inwalidzkiego i bez kul, dlatego telefonicznie wydałam dyspozycję, aby jej nie przyjmować - tłumaczy. - Bo przecież jedna osoba nie da rady przenosić z miejsca na miejsce niepełnosprawnej.

- Zaoferowaliśmy pomoc w przeniesieniu tej pani - mówi drugi ze strażników, Piotr Piekielny. - Kobieta drugą nogę ma sprawną. Ponadto obiecywaliśmy, że rano też przyjedziemy po panią Izabelę i zabierzemy ją na dworzec.

Sprzed schroniska funkcjonariusze zawieźli kobietę do siedziby Straży Miejskiej przy ul. Kilińskiego. Izabela Woźniak do noclegowni została przyjęta dopiero po interwencji "Expressu Ilustrowanego" o godz. 1.40. Wówczas taki nakaz telefonicznie wydał, poinformowany o sytuacji, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi, Andrzej Kaczorowski. O godz. 4.40 strażnicy odebrali kobietę z noclegowni i zabrali na dworzec ŁódźFabryczna, skąd odjechała do Łowicza, gdzie także przebywa noclegowni.

Izabela Woźniak ma za sobą ciężkie przeżycia.

- W czerwcu tego roku przeżyłam koszmar - mówi. - W Łagiewnikach napadł na mnie mężczyzna, okradł mnie i... podpalił. Kilka miesięcy leżałam w szpitalu. Przez te oparzenia amputowano mi prawą nogę. Tydzień temu opuściłam szpital. Do Łodzi przyjechałam na konsultacje lekarskie.

- To nie pierwszy taki przypadek, gdy w noclegowniach odmawiają przyjęcia osoby niepełnosprawnej - mówią strażnicy. - Już raz przez niemal całą noc jeździł z nami pewien bezdomny inwalida, bo na dworze by zamarzł, a żadna noclegownia nie chciała go przyjąć.
(gb)

W łódzkich szpitalach przybywa dzieci z wirusem świńskiej grypy

Dziesięciomiesięczny chłopczyk leczony w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki jest najmłodszym pacjentem zakażonym wirusem świńskiej grypy.

Badanie potwierdziło u niego wczoraj obecność wirusa A/H1N1. Trzyletnie dziecko z wirusem nowej grypy przebywa w szpitalu im. Konopnickiej. W tym ostatnim jest pięcioro młodych pacjentów, z których najstarszy ma 17 lat. Kilkoro dzieci trafiło na oddział zakaźny szpitala im. Biegańskiego. Stan małych pacjentów jest dobry.

Na oddziałach zakaźnych w "Biegańskim" przebywają obecnie 42 osoby podejrzane o zakażenie wirusem nowej grypy, z tego u 17 potwierdzono jego obecność. Przebieg choroby jest raczej lekki. Codziennie kilka wyleczonych osób opuszcza szpital im. Biegańskiego. Jednak na wszystkich jego oddziałach wprowadzono od wczoraj zakaz odwiedzin.

- Od poniedziałku zostanie otwarty oddział pulmonologiczny Centrum Leczenia Chorób Płuc w Łagiewnikach - mówi dyr Janusz Kazimierczak. - Wyniki badań nie potwierdziły zakażenia większej liczby personelu i pacjentów (łącznie 4 osoby). Dwóch chorych, u których stwierdzono A/H1N1, w przyszłym tygodniu opuści szpital.

Grypa w Łodzi jednak nie odpuszcza.

- Jest coraz więcej osób zakażonych wirusem A/H1N1 - mówi dr Urszula Sztuka-Polińska, wojewódzki inspektor sanitarny w Łodzi. - Na 100 prób pobranych od pacjentów w połowie potwierdza się obecność wirusa A/H1N1 (wcześniej były to pojedyncze przypadki).

Wczoraj potwierdzono zakażenie wirusem nowej grypy u 21 osób z naszego województwa i u 10 z innych rejonów kraju. W najcięższym stanie jest mężczyzna, który przebywa w szpitalu w Piotrkowie Trybunalskim - trzeba go było podłączyć do respiratora.

Non stop ze szpitali i prywatnych przychodni przywożone są do laboratorium Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Łodzi próbki do badań (wymaz z gardła i nosa). Kilkanaście, pobranych od chorych podejrzanych o zakażenie świńską grypą, trafiło wczoraj do łódzkiego sanepidu również z innych województw: lubuskiego, zachodniopomorskiego, wielkopolskiego.
(ew)

Ciepło jak w marcu

Na polach i łąkach kwitną stokrotki i mniszek lekarski. Kwitnie wierzba iwa. Obudziły się jeże, nietoperze, pszczoły wylatują z uli, latają chmary komarów i much, widać też motyle rusałki. A ptaki śpiewają jak wiosną.

fot. Janusz Kubik

- Nie odleciały jeszcze gęsi zbożowe, ziemia nie zamarzła, nie ma śniegu, łatwo znajdują więc pokarm na łąkach nad Jeziorskiem - mówi Zdzisław Cyganiak, obserwator pogody.

Pomimo że w kalendarzu późna jesień, to w przyrodzie panuje wiosna. Najwyższa maksymalna temperatura w marcu tego roku wyniosła w Łodzi 12,5 st. C, a dotychczas w listopadzie 13 st. C. Ale bywały i cieplejsze listopadowe dni. 1 listopada 2008 roku termometry wskazały 17,8 st. C, 4 listopada 2004 roku - 18 st. C, a 11 listopada 2002 roku - 16,2 st. C. Z kolei najcieplejszy dzień marca w ciągu ostatnich dziesięciu lat wypadł w 2006 roku, kiedy było 17,7 st. C.

Łódź zawdzięcza wiosenną pogodę ciepłemu powietrzu napływającemu z południowego zachodu Europy. Weekend będzie słoneczny i ciepły - do 13 st. C. W niedzielę po południu zacznie się chmurzyć, może padać słaby deszcz. W poniedziałek i w następnych dniach może się porządnie rozpadać. Nadciąga też chłód - temperatura spadnie do 7,8 st. C.
(mr)

Ścigały się dwie studentki

Po zderzeniu z fordem renault megane z dwoma kobietami wylądowało na torowisku tramwajowym.


Trójka studentów jechała fordem puma, który wczoraj przed godz. 8 na łuku ul. Paderewskiego uderzył w renault megane, przeciął torowisko, jezdnię i zatrzymał się na trawniku.

Kierująca autem 21-latka i jej dwóch rówieśników nie odnieśli obrażeń. Renault uderzone przez forda wjechało na torowisko i przewróciło się na bok. Poszkodowana została prowadząca pojazd 21-latka i jej pasażerka. Obie to studentki. Z lekkimi obrażeniami trafiły do szpitala im. Kopernika.

- Podróżujący fordem mieli szczęście - przyznają obecni na miejscu policjanci. - Przejechali przez torowisko i pod prąd ruchliwą ul. Paderewskiego. To cud, że nic w nich nie uderzyło.

Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że oba samochody ruszyły spod świateł. Potem na łuku drogi kierująca fordem zajechała drogę renault i uderzyła w niego. Nie wykluczają, że kierujące ścigały się. - Sprawczyni wypadku tłumaczyła, że zaciął się pedał gazu - informuje sierż. sztab. Grzegorz Wawryszuk z wydziału ruchu drogowego KMP. - Prowadzimy dochodzenie.

Studentki były trzeźwe. Prowadząca forda pochodzi z powiatu tarnobrzeskiego, a jej pasażerowie z Łukowa. Dwie poszkodowane z renault to łodzianki. Do godz. 9.30 było zablokowane torowisko.
(ksaf)

Ekipa prezydenta boi się referendum

Do pozostania w domach w dniu referendum (17 stycznia) o odwołanie prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego namawiają jego polityczni zwolennicy.

fot. Maciej Stanik

Liczą, że w ten sposób z powodu zbyt niskiej frekwencji wyniki referendum nie będą ważne i Kropiwnicki będzie mógł rządzić do listopada 2010 r., kiedy to w normalnym terminie odbędą się wybory samorządowe.

- Jestem przeciwny kosztownej głupocie. Referendum i ewentualne przyspieszone wybory to koszt około 2,5 mln zł. A spowolnienie rozwoju miasta na skutek paraliżu decyzyjnego szacuję na co najmniej 2 proc. dochodów do budżetu, czyli 25 mln zł - mówi Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi. - Ja nie będę uczestniczył w referendum szkodzącym miastu!

Bardziej konkretny jest Witold Skrzydlewski z klubu Radni Odpowiedzialni.

- Dzisiaj wydawanie następnej kasy, by ktoś posiedział trzy miesiące w fotelu prezydenta, jest lekką przesadą. Ja na te wybory nie pójdę - deklaruje Skrzydlewski. - Paru facecików wpadło na pomysł, by przy okazji się wypromować. A co ci panowie z tej organizacji, kiedy ich przedstawiciele byli prezydentami, zrobili?

Działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej zapowiadają, że od poniedziałku rozpoczną kampanię referendalną. Chcą spotykać się z mieszkańcami na rynkach, wykupią reklamówki w telewizji i billboardy.

- Liczymy, że w referendum weźmie udział około 150 tys. osób. Sprawdziliśmy nawet długoterminową prognozę pogody - w połowie stycznia ma być ciepło, choć wietrznie - mówi Dariusz Joński, przewodniczący klubu radnych Lewica i inicjator akcji zbierania podpisów. - Chcemy wziąć przykład z kampanii Baracka Obamy i bezpośrednio kontaktować się z mieszkańcami - telefonować do nich i chodzić od drzwi do drzwi, by namawiać do wzięcia udziału w referendum.

Dziś sprawę referendum na specjalnej konferencji ma skomentować Jerzy Kropiwnicki, który wczoraj przebywał w Brukseli. Aby referendum było ważne, musi w nim wziąć udział 3/5 wyborców głosujących w drugiej turze ostatnich wyborów na prezydenta miasta, czyli ponad 115 tysięcy łodzian.
(msm)