Wtorek 9 lutego 2010 roku Dzisiaj imieniny Bernarda, Eryki, Rajmunda
|
Najstarszy taksówkarzŁodzianin Stanisław Pełka skończył właśnie 79 lat i jest najstarszym taksówkarzem w Polsce! Za kierownicą samochodu spędził 52 lata i przejechał już ponad trzy miliony kilometrów. Zdrowie mu dopisuje, więc o zaprzestaniu wożenia pasażerów, nie myśli. Nigdy nie palił, alkohol pija okazjonalnie i uwielbia kobiety.![]() Łodzianin Stanisław Pełka jest najstarszym taksówkarzem w Polsce - skończył 79 lat! fot. Łukasz Kasprzak - Kobiety to mój jedyny nałóg - śmieje się taksówkarz, który swoją zawodową karierę zaczynał w 1958 roku w samochodzie marki warszawa. - Auto kupiliśmy wspólnie z kolegą za 132 tys. zł i jeździliśmy na zmiany - wspomina. - Przez te wszystkie lata miałem siedemnaście samochodów, wśród których były warszawy, skody, fiaty, polonezy, dacie, wołga i mercedes. Mercedesem jeżdżę do dziś - silnik Diesla, automat, wygodny, bezawaryjny. Stanisław Pełka pracuje codziennie. Wyrusza w trasę około 8 rano. Zjeżdża w godzinach popołudniowych. - Są dni, kiedy wożę wnuczka do pracy i wtedy wstaję o 4.30 - dodaje jubilat. - Jedynym plusem tej wczesnej pory jest to, że ulice są puste i swobodnie można jeździć. Zupełnie inaczej niż w godzinach szczytu komunikacyjnego. Czasami są takie korki, że pasażerowie w połowie kursu płacą i wysiadają. Taksówkarz w imieniu swoim i kolegów apeluje do władz Łodzi, by zezwoliły im na jazdę lewym pasem ulicy Piotrkowskiej - tym wydzielonym dla MPK. - Przecież wykonujemy zawód szczególny, bo świadczymy usługi dla mieszkańców Łodzi - tłumaczy najstarszy łódzki taksówkarz. - I to nie chodzi o naszą wygodę, tylko o łodzian, by szybciej mogli dojechać do celu. Pan Stanisław na zdrowie nie narzeka - co roku przechodzi badania i psychotesty - i zapowiada, że jeśli jego forma będzie wciąż tak wysoka, to nie planuje odwieszać kluczyków. * * * * * Stanisław Pełka jest autorem specjalnego przewodnika dla łódzkich taksówkarzy. Opisał w nim miejskie ulice i postoje. Przez wiele lat, zanim pojawiła się nawigacja, była to prawdziwa biblia dla zmotoryzowanych. * * * * * W Łodzi jest jeszcze jeden 79-letni taksówkarz. Tadeusz Olejniacz zawodowo na taryfie jeździ od 1966 roku, ma więc staż krótszy od pana Stanisława o 8 lat. (tj) Dziś światowy dzień pizzy80 cm średnicy i 4 kg wagi - pizzę o takich parametrach upiekli wczoraj pracownicy pizzerii na rogu ulic Rzgowskiej i Leczniczej. Gigantycznym wypiekiem rozpoczęli świętowanie, przypadającego dzisiaj, Międzynarodowego Dnia Pizzy.![]() Iwona i Karol Zielińscy z największą wypieczoną wczoraj w Łodzi pizzą. fot. Jarosław Ziarek Specjał był prawie dwukrotnie większy od tych dużych, przyrządzanych na co dzień (tradycyjna duża pizza ma 45 cm średnicy i waży 1,5 kg). Do przygotowania giganta wykorzystano, oprócz ciasta i sosu, 20 dkg kurczaka w przyprawie gyros, 17 plasterków boczku, 16 plasterków szynki, po 15 plasterków salami i pomidora, garść czerwonej papryki, ser gorgonzola oraz sałatę rukolę. - Pizzę przygotowaliśmy w 10 minut, czyli o dwie minuty dłużej niż tradycyjną - mówi Karol Zieliński, nadzorujący wypiek giganta. - Ten dodatkowy czas był potrzebny na rozwałkowanie ciasta, którego było dwa razy więcej niż zwykle (wałkowanie trwało 4 min). Później minuta na nałożenie składników, na pięć minut do pieca i gotowe. Włoskim specjałem zajadają się rzesze łodzian. Na terenie miasta jest prawie sto pizzerii. Tylko w jednej z sieci posiadających cztery lokale tygodniowo wypieka się aż 3 tys. porcji pizzy (!). - Łodzianie nie są wybredni w wyborze składników, z których pizza jest przyrządzana - mówi Izabela Borowska, dyrektor ds. rozwoju firmy posiadającej pizzerię m.in. przy ul. Piotrkowskiej. - Najczęściej wystarcza im ser, szynka i pieczarki. Tylko niektórzy decydują się na coś bardziej egzotycznego jak owoce morza czy bakłażan. Wielu łodzian przygotowuje pizzę w domu lub też kupuje w sklepie. - Średnio w tygodniu sprzedajmy 100 pizz mrożonych - mówi Ewa Rytter z marketu przy al. Piłsudskiego. - Jeszcze 5 lat temu liczba ta była o połowę mniejsza. (izj) Czy ŁKS upadnie?Wydawało się, że nic nie może stanąć na przeszkodzie przyjęcia nowej spółki ŁKS w poczet członków najpierw ŁZPN, a potem PZPN. Przygotowane papiery są w idealnym porządku. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie punkt B paragrafu 9, przez który może upaść ŁKS.![]() fot. Łukasz Kasprzak Mówi on o tym, że jeżeli do 16 lutego nowy ŁKS nie zostanie dokapitalizowany sumą 3,5 miliona złotych, ulega rozwiązaniu. - Tego punktu dla PZPN mogłoby w ogóle nie być - mówi prezes ŁZPN Edward Potok. - Nikt nie wymaga takich deklaracji. Nie wiem, dlaczego znalazł się w papierach. Sprawia, że w ostateczności, gdyby nie było i starej, i nowej spółki ŁKS, zobowiązania musiałby spłacać PZPN. Na to nikt w związku się nie zgodzi. Wszystko przez miejską politykę. Prezes ŁKS - Dariusz Gałązka - boi się, że układ rządzący dziś Łodzią, zostawi go, mówiąc brutalnie, na lodzie. I w razie wycofania się miasta ze spółki on osobiście będzie musiał spłacać milionowe zobowiązania! Dlatego twardo obstaje przy swoim i twierdzi, iż nie jest władny podjąć decyzji o wykreśleniu punktu B z umowy. Mamy zatem pat, który może ostatecznie pogrzebać klub z ponadstuletnią tradycją. Teraz ruch należy do komisarza Tomasza Sadzyńskiego. Musi zmierzyć się z tym problemem i podjąć ostateczną decyzję. Zanim ona zapadnie, na godz. 14 zwołał w Urzędzie Miasta spotkanie zainteresowanych stron. Wszyscy podobno mają dobrą wolę. Nikt z zainteresowanych nie chce być katem ŁKS, bo jak żyć w mieście z takim piętnem na czole. Dyskusji nie można jednak przeciągać w nieskończoność. Decyzja musi zostać podjęta. W czwartek, o godz. 11, zbiera się zarząd PZPN. On ma zająć się sprawą ŁKS, jeżeli oczywiście dostanie wszystkie niezbędne dokumenty. Najpierw jednak nowy ŁKS musi przyjąć w poczet swoich członków ŁZPN. - Mogę zwołać posiedzenie okręgowego związku nawet dziś późno wieczorem - mówi Potok. - Liczy się każda godzina. Wszyscy w ŁZPN zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji. Wierzę, że sprawę uda się pozytywnie rozwiązać. (pas) Bałagan z kostkąDopiero za czwartym podejściem, po tygodniu od podjęcia decyzji o remoncie, służbom miejskim udało się zdemontować z ulicy Piotrkowskiej część zniszczonych przez mrozy kostek z Pomnika Łodzian Przełomu Tysiącleci. Wczoraj, zamiast wyjąć wszystkie ruszające się elementy, robotnicy z Łódzkiego Zakładu Usług Komunalnych usunęli zaledwie 150 z 470. Resztę mają zrobić dziś.![]() fot. Maciej Stanik Robotnicy, po wyjęciu 150 kostek z nazwiskami (od numeru 3236 do 3385), załatali prawie 3-metrową dziurę masą bitumiczną kładzioną "na zimno". Dziś w ten sam sposób mają potraktować odcinki pomnika o numerach od 4401 do 4525, od 5171 do 5285 oraz od 5571 do 5650. Wyciągnięte z jezdni kostki zostaną zdeponowane w siedzibie Fundacji Ulicy Piotrkowskiej. Mają wrócić na miejsce najdalej do 31 maja. (msm) Ze śniegu ulepili... kotaJuż ponad 80 śniegowych figur zgłoszono do konkursu na Superbałwana "Expressu Ilustrowanego", który rozpoczęliśmy w zeszły piątek.![]() Wśród kandydatów znalazły się niezwykle oryginalne postaci, m.in. zakochana para, krokodyl, żółw, a nawet... tygrys! Przypominamy, że twórców najbardziej niezwykłych bałwanów nagrodzimy. Zwycięzca dostanie odtwarzacz MP3, a na zdobywców drugiego i trzeciego miejsca czekają plecaki z firmowymi gadżetami "Expressu Ilustrowanego". Ulepcie waszego bałwana, sfotografujcie go, a następnie wyślijcie (koniecznie podając swój numer telefonu) na adres: aga@express.lodz.pl Na zgłoszenia czekamy tylko do jutra, czyli do środy (10 lutego) do godz. 12. Wyniki ogłosimy w magazynowym wydaniu naszej gazety, czyli w piątek, 12 lutego. (aga) 25 lat dla zabójcy z hotelu Boss35-letni Robert Stańczyk, który udusił swoją przyjaciółkę w pokoju hotelu Boss, został wczoraj skazany na 25 lat więzienia.![]() fot. Paweł Łacheta Był to drugi proces w Sądzie Okręgowym. Wcześniej Sąd Apelacyjny w Łodzi uchylił zaskarżony przez prokuratora i pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego wyrok sądu pierwszej instancji, który skazał Roberta Stańczyka na 12 lat więzienia. Tragedia wydarzyła się 12 marca 2008 roku w pokoju hotelowym. Robert Stańczyk spotkał się w nim ze swoją zamężną 36-letnią przyjaciółką. To ona chciała zakończyć związek, on się na to nie zgadzał. Wybuchła kłótnia. Gdy kobieta chciała wyjść z pokoju, oboje zaczęli się szarpać, wtedy Robert Stańczyk ją udusił. Skradzionym ofierze samochodem uciekł na Wybrzeże. Został zatrzymany na promie płynącym do Szwecji. - Są zabójstwa, w których agresja przeciwko życiu trwa sekundy, czasami jest to odruch. W pana przypadku agresja trwała minuty, podczas których zaciskał pan ręce na szyi. Był czas, aby pomyśleć, zastanowić się, opamiętać. Miał pan świadomość, że pozbawia życia młodą kobietę, matkę małego dziecka - zwracał się wczoraj do oskarżonego sędzia Marek Surmacz, uzasadniając surowszą karę. Do tego oskarżony zacierał ślady, schował zwłoki w szafie. Na chłodno planował kolejne przestępstwa. Ukradł karty kredytowe, uciekł samochodem ofiary. - Jeśli w ogóle można mówić o satysfakcji, to ten wyrok jest satysfakcjonujący - skomentował mąż zamordowanej kobiety. Wyrok nie jest prawomocny. (mr) |